expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 18 listopada 2015

10 pytań usprawniających komunikację z dwulatkiem



Jest sporo pytań, które w zależności od sposobu sformułowania czasami działają cuda w codziennym funkcjonowaniu naszej rodziny. Przygotowałam dla Was złotą dziesiątkę. Nazwijcie mnie manipulatorką. Część z nich z pewnością sprowadza się do nakłonienia dziedzica do wykonania czynności, jaką ja nie on ma w planie. Jednak obstaję przy swoim. Są to fajne pytania, wspomagające jego rozwój, zwiększające jego pewność siebie, samodzielność, utwierdzające go w przekonaniu, że jest moim cudnym księciuniem po wsze czasy. Danie możliwości wyboru, poproszenie o pomoc, powierzenie jakiegoś obowiązku zwiększają pewność siebie, stymulują rozwój i są czasami narzędziami na łatwe osiągnięcie z pozoru nieosiągalnych celów.
  1. Nie wyszło? Spróbujesz jeszcze raz? Mi też czasami się nie udaje. 

    Może uświadomienie Księcia, że mama nie jest superbohaterem, który wszystko potrafi niesie za sobą pewne ryzyko, jednak moje dziecię nie czuje się, jak fajtłapa jak mu coś nie wyjdzie, skoro supermamie też czasem nie wychodzi.

  2. Dasz radę sam? Spróbujesz? 

    Tak było z samodzielnym zakładaniem spodni, pierwszą samodzielnie zjedzoną zupą, zbieraniem klocków i milionem innych rzeczy. Podła zła matka czasami mówi "ubierz buciki, dasz radę sam?" i ma dziecko z głowy na 15 minut jeśli podsunie mu zimowe obuwie...

  3. Pomóc Ci? To chyba trudne/ciężkie.

    Wcale nie mam na myśli targania rowerka, czy taczki, czy tony innego badziewia przez pół miasta. W tych akurat wypadkach nie wiedzieć czemu moje dziecię rezygnuje ze swojej zosiosamosiowości na rzecz "mama, masz". Choćbym chciała zapytać, nie zdążę.
    Chodzi o te sytuacje, kiedy usilnie próbuje coś zrobić i widzę, że zniecierpliwienie przeradza się w frustrację ciągłymi porażkami.


  4. Dasz jeść Rokiemu?

    To jeden z codziennych obowiązków Młodego, który wykonuje z radością i mam wrażenie dumą z powierzonego mu zadania. Sprawa jest poważna, nikt w domu nie ma przywileju  otwierania pudła z karmą.

  5. Zdenerwowałeś się? Dlaczego? Opowiesz mi?

    W osiemdziesięciu procentach przypadków kryzys spowodowany histerycznym napadem płaczu, czy złości zostaje szybko zażegnany.

  6. Którą rzecz wolisz?

    Przy ubieraniu pozwalam Jego Maleńkości wybrać piżamę,  koszulkę, buty. Wychodząc na spacer pozwalam zabrać jeden samochód, nie osiem. Postawione w ten sposób pytanie ułatwia osiągnięcie celu (zmiejszenie wagi torebki mamy to bardzo szczytny cel, trzeba dbać o maminy kręgosłup). Są oczywiście przypadki, gdy w odpowiedzi słyszę "wszystkie" poparte wymownym tupaniem, tudzież buczeniem strażacko syrennym. Pewnie, że się zdarza. Ale komu nie? Młody za to ćwiczy sztukę dokonywania wyborów. Przyda mu się.
  7. Pomożesz mi w tym?

    Choćby miało to być trzymanie szufelki przy zamiataniu Młody z dumą i pełnym zaangażowaniem przystępuje do akcji "pomagamy mamie". Prawdziwy facet.

  8. Upadłeś? Bardzo Cię boli? Chcesz iść do domu/usiąść i odpocząć?

    Wiadomo, mamine buziaki są lekiem na wszelkie zło, ale czasami takie proste pytanie pozwala na szybką ocenę szkód. Jeśli nie jest źle przecież nie będzie siedział i odpoczywał, a tym bardziej szedł do domu.

  9. Smutno Ci? Przytulisz mamę? Będzie nam raźniej.


    Jeśli zapytam, czy chce się przytulić oczwiście dla samej przekory powie, że nie. Ale jak to mamę trzeba przytulić, to już inna sprawa.

  10. No i szczyt manipulacji złej, okropnej rodzicielki. Kochanie porysujesz trochę, a ja sobie kawę dopiję, zanim wystygnie?


    Można? Można. Nie, nie żartuję. Mój szanowny prawie dwuipółletni miniwspółlokator naprawdę czasami pozwala mi na dopicie całkiem ciepłej kawy. Cała sztuka w tym, jak to kiedyś wystygło mu kakao i było takie niedobre, że strasznie płakał nad nim. Mama podgrzała, no pewnie. Ale nie omieszkała skorzystać z sytuacji i powolutku, bardzo jasno wyłożyć dziedzicowi, że podobnie dzieje się z mamy kawą. Od tego czasu czasami naprawdę pozwala mi ją spokojnie wypić.








Wniosek z całego tego wywodu jest tylko jeden. Warto i trzeba z dziećmi rozmawiać. Pytać. W końcu one są takie same, jak my. Czują, smucą się, denerwują, niecierpliwią. Tylko większości z tych emocji jeszcze nie rozumieją. U mnie naprawdę się sprawdza. No i ciepła kawa jest zawsze lepsza od zimnej kawy.