expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 31 maja 2016

czereśnie przypruszone kokosem



Nie jestem zwolennikiem chrupania owoców zamiast paluszków czy innych niekoniecznie zdrowych przysmaków. 
Mam swoje przyzwyczajenia i choć truskawki są pyszne, czereśnie też to znając siebie prędzej do chrupania sięgnę po paczkę chipsów.
Jakbym miała usiąść, zjeść banana, truskawki, czereśnie i jogurt to pewnie złapałabym za jakieś inne dziadostwo.
Jednak w tej formie w moment podrzucam swojemu zdezelowanemu organizmowi sporą porcję smacznej energii.
A sezon owocowy w pełni :)

więc:

 
 składniki:
Garść truskawek
kilka czereśni
banan
jogurt naturalny
trochę mleka kokosowego
łyżka wiórków kokosowych
pół łyżeczki miodu

W upalne dni dodaję zamiast jogurtu gałkę lodów jogurtowych
wiórki kokosowe są u mnie wszechobecne :) więc nie mogło się obyć bez nich
No i czymże byłaby jakakolwiek przekąska, bez pysznego miodku :)
 
 



 
kroimy, miksujemy i gotowe.



bardzo energetyczna przekąska.

Idealna na ten moment, gdy wracasz z pracy i żołądek przykleja się do kręgosłupa, a obiad dopiero trzeba przygotować.
 
Polecam :) 
 

poniedziałek, 30 maja 2016

Taki nijaki

Czy tylko ja mam wrażenie, że połowa moich znajomych pohajtała się albo połączyła w związki mniej lub bardziej na serio z osobnikami co najmniej dziwnymi? Żeby nie powiedzieć połowa internetów.

Tak w pierwszej grupie mamy osobników o nadprzyrodzonych wręcz zdolnościach superhero, złota rączka, jan niezbędny, superniania i bóg seksu w jednym. Sorry nołłej, nie jestem w stanie w takie supertwory uwierzyć. A może oni nawet bąków nie puszczają przez sen co? A może inaczej, puszczają - różane. 

Z drugiej strony mamy kompletnych nieudaczników, fajtłapy, egoistów, nygusów bądź pracoholików (niepotrzebne skreślić), nieodpowiedzialnych drani i zazdrosne harpie.
Obu płci oczywiście. Nie jest to żaden feministyczny manifest. Daleko mi do takich.

Wszystkie te biedne matki, nie mogące zrobić kupy w samotności, czy nałożyć maseczki na włosy. Ach, aż żal serce ściska nad ich marnym losem. W potarganych koczkach z metrowym odrostem mkną nieustraszenie przez życie przywdziane w poplamione tshirty, zaopatrzone w torby XXL i obładowane rowerkami.


Tatusiowie doprowadzający chatę do stanu totalnego zniszczenia w ciągu pół godziny opieki nad latoroślami. Przypalający wodę w czajniku i zatykający krwawiący nos tampaksem. Albo ci leżakujący przed tv w pifkiem w łapce podczas gdy pociecha otwiera pilota od telewizona nożem do ryb. 
Korpotwory gnające gdzieś, oni/one tylko wiedzą dokąd (oby) łapiące starbucksową kawę i pędzące do prestiżowej roboty, później na prestiżowy koktail i prestiżowe disco.

Zderzają się po drodze z ociekającymi totalnym glamurem przedstawicielkami innego gatunku. W szpilkach od Louboutin, połyskujących świeżym manicurem ze swoich nowych mercedesów prowadzonych przez supertwór tym razem w roli kierowcy/szofera, cmokających do swoich uśmiechniętych czyściutkich loczkowanych pociech pozapinanych w foteliki LV, znad najnowszego aifona. Selfie na insta oczywiście. MiEndMajBejbiOnTur. 

Gdzieś tam pojawia się jeszcze sarkastyczna, charakretna postać pani niezależnej pod każdym wględem, bądź nieustraszonego machosingla. Tych, co to częstują nas już na dzień dobry każdego dnia ociekającymi jadem uwagami na temat płci przeciwnej.
 
No dalej jest jeszcze osobnik "bo zupa była za słona", czy też "docenisz coś, gdy to stracisz" itp itd.

Jakby się tak dobrze postarać, pewnie wyodrębniłoby się jeszcze kilka gatunków. Każdy z nich jest mocno przejaskrawiony, na każdy musimy spoglądać z dystansem. A z największym na siebie samych.

Niejednokrotnie opublikowałam na fejsbuku jakiś obrazek w zabawny sposób ubliżający mojemu lubemu, czy też zawierający stwierdzenie, że nie śpię, nie jem itp, bo przecież jestem mamą.
 
A to słodkie selfie z dwuletnią Zuzią w różowej sukience, zajadającą truskawki, z umorusaną buzią, jednak bez żadnej plamki na sukience. 
Z uwielbieniem wpatruję się w takie zdjęcia. Cieszą oko. 
Podziwiam i często są one dla mnie motorem do działania.
Nie, nie jestem przeciw. Jestem jak najbardziej za. Tacy się staliśmy. Potrzebujemy tych wszystkich bodźców, co nie oznacza wcale, że koniecznie musimy przynależeć do którejkolwiek z wyżej wymienionych grup.



 

Po co ten tekst? Otóż jest on odpowiedzią na pewne pytanie/stwierdzenie, jakim poczęstowano mnie kilka dni temu. 

Po co piszę, skoro ten mój blog taki jakiś nijaki jest. 
No jest. 
Moje życie jest jakieś takie nijakie może. 
Mam normalnego średniowalniętego małżonka, który z pewnością ma jakiś pierwiastek szaleństwa w swojej głowie, skoro powiedział "tak" pięć lat temu i jakoś jeszcze przez tym "tak" obstaje. 
Mam swoje humory, bliżej zorientowani zwą je "ciężkim charakterem". 
Mam zwyczajny dom i zwyczajną pracę. 
Nie robię kariery, nie jestem kurą domową, nie jestem superpiękna, odrażająco paskudna ani oślepiająco bogata/biedna (niepotrzebne skreślić). 
Czy te wszystkie "nie" sprawiają, że nie powinnam pisać skoro nie mam parcia na wplasowanie się w jakąkolwiek z kategorii

Z tym brakiem czasu to też jest bardziej kwestia priorytetów.
Czy skoro odważyłam się zacząć zaraz muszę poświęcić temu wynalazkowi ostatnią wolną chwilę? 
Nie wiem, może to właściwe, ja jednak wolę sobie zrobić gorącą kąpiel
Albo na plażę pójść. 
Albo sama nie wiem, zjeść tonę lodów i nikomu się później do tego nie przyznać.



Dlatego właśnie ten mój nijaki blog.
Może powinnam zakupić fotoszopa i założyć insta, by nie byc nijaka?
Albo przynajmniej spróbować. 
Może przyjdzie czas i na to. Jak przyjdzie to będzie. Bez spiny :)

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. 
Ja wcale nie uważam siebie za nijaką. 
Nie myślę też, że mam nijakie życie.
 Czy prawdziwna bohaterka scenariusza "bo zupa była za słona" nie czuje się dotknięta widząc na naszym wallu taki jakiś niby zabawny tekścik, podczas gdy ona właśnie przed chwilą zakończyła półgodzinne zmagania z podkładem i resztą makeupu by ukryć pewne zarysowania? 
Pewnie nie jest jej do śmiechu.
Wcale.

Dziedzic prowadzi, ojciec z przerażeniem spogląda na drogę, zastanawiając się w co zaraz przywalimy. A matka? No matka selfie strzela, jakżeby inaczej. Wrzuciłaby sobie na insta, ale nie jest dość ogarnięta :)