expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 19 sierpnia 2016

Moje okolice

Pisałam ostatnio, że mam problem z wakacjami. No i mam. Ciężko wybrać się na jakiś urlop w rozsądnej cenie, gdzieś nie zbyt daleko, mająć takie widoki na jakimkolwiek spacerze.
Girona jest piękna, ja najbardziej lubię ją jesienią, jak na ulicach smażą kasztany i jest mniej ludzi, choć miasto nigdy nie zamiera, wiecznie tętni życiem i mam przyjemny klimat. Turystyczny, ale nie przytłaczający.
Z pewnością jest miejscem godnym do zaznaczenia na mapie, jako warte obejrzenia.
Pokażę Wam tylko skrawek.
Nie zrobiłam też zdjęć tych wszystkich pięknych zabytków, które wczoraj mijaliśmy.
Jako, że dla nas to po prostu wypad dwadzieścia minut od domu, na przedpołudniowy spacer i obiad, nie pomyślałam. Muszę zacząć myśleć o blogu na takich spacerach, by móc się z Wami podzielić tym co tutaj mam.

Krótka fotorelacja z wczorajszego dnia wygląda tak:


Tuż obok jest słynny most zaprojektowany przez Eiffla, ale kiepscy z nas turyści, poszliśmy niewłaściwym. Mało tego, patrzyliśmy sobie na eifflowy most i nawet nie psrtyknęłam mu fotki. Wiecie, jak to jest, jak się ma coś pod nosem, to się o tym nie myśli w kategorii turystycznej. Podobnie miałam z muzeum Salvadora Dali, kiedy z tarasu mieszkania w Figueres widziałam jego kopułę. Przez dwa lata mieszkając dosłownie 300 metrów od muzeum, jakoś nie wyszło mi odwiedzenie. Zwiedziłam przypadkiem, dużo później.


Dla Mlodego i tak najważniejsze były pływające w rzece ryby :)








A tu były kamienie. Tyyyle kamieni i można było je zbierać i do kieszeni chować. Bomba.


Tutaj też były kamienie, ze zbieraniem jak się okazało sprawa była bardziej skomplikowana


 Dziedzic zawiedziony wpatruje sie w kamienie, które nijak nie chcą dać się zebrać.





Wróżę mu karierę w modelingu :D 
"mama foto!"