expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 23 października 2016



Zdegustowana perspektywą zmarnowanego deszczem i katarem popołudnia, stwierdziłam wczoraj, że jakiekolwiek kreatywne zajęcie to jedyny sposób na uratowanie dnia.
Jestem w trakcie realizacji projektu dekoracji pokoju dziesięciolatki. Budżet zero złotych, więc jedynym rozwiązaniem jest kreatywność. Pokój jest mini mini a może nawet mniejszy. Jedyne co wiem, to że dziewczynka lubi róż.
Z racji braku miejsca w grę wchodzą właściwie tylko proste ścienne dekoracje.
Fajnie, gdyby były też w jakiś sposób przydatne.
Poszperałam w gratach i znalazłam zapomnianą tablicę, która kiedyś wisiała w kuchni, jeszcze na wynajmie. Lekko zdezelowana, ale udało się z niej coś wykrzesać.

Tablica była przystosowana do pisania mazakiem, jednak z doświadczenia wiem, że mazaki odpowiednie do niej się gubią, a inne nie sposób wręcz doczyścić.
Pomyślałam więc, że prościej i praktyczniej będzie przekształcić ją w tablicę do przypinania kartek.

Tablicę pomalowałam farbą kredową i zawoskowałam dla zabezpieczenia.
Zostawiłam białe pasy bez malowania, gdyby jednak przyszła właścicielka zdecydowała sie na pisanie mazakiem, to jest gdzie.
Pomalowałam też zwyczajne drewniane klamerki do prania, po czym przykleiłam je w kilku miejscach.



Znalazłam kilka spinaczy biurowych, również przykleiłam je do ramy.
Do dwóch klamerek przywiązałam przed przyklejeniem sznurek i na niego naplotłam kilka mniejszych klamerek, przydadzą się do przypięcia jakichś małych notatek.
Przyklejanie najprostszym sposobem to oczywiście pistolet z silikonem. Ja jednak mam różne doświadczenia z tą zabawką, a nic nie drażni mnie bardziej, gdy po skończonej pracy sprawdzając, czy wszystko gra nagle coś zostaje mi w ręku, bo klej nie trzyma.
Użyłam więc patexu. Tak, tego samego o którym mówią, że można na niego przyklejać półki i wieszać nie wiadomo co. Tym samym mam pewność, że Młoda tablicy w trymiga nie rozwali i będzie mogła z niej przez jakiś czas korzystać.
Dekoracja dekoracją, ale nie jestem zwolenniczką rzeczy z kategorii "patrz, nie dotykaj".

Oto co wyszło z mojego pomysłu. Chciałam, żeby było prosto i niezbyt dziecinnie, bo przecież to już mała pannica.