expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 27 grudnia 2016

Świąteczne lenistwo

Święta, Święta i po Świętach. U nas leniwie, tak leniwie, że bardziej już chyba nie można.
Tradycyjne foty z choinką były w planach. Plany jednak zostały zweryfikowane przez Miniczlowieka, który za nic nie chciał pod mamy choinką sterczeć.
Wszystkie mistrzyni kuchni grzmiałyby, bo ani serniczka, ani tradycyjnych 12 potraw, ani karpia nie było. Były dobre rzeczy w normmalnej ilości. Jest nas troje, nie czterdziestu.
Nie ma też wiążących się z całym galimatiasem problemów żółądkowych, o wielkich brzuchach nie wspomnę. Wystarczająco zmęczył mnie widok różowej barbie z fejsa, swoją drogą to chyba najczęściej widziany obrazek w tych dniach (wtf?)
Zacznijmy od tego, że starnartowo w wigilię musiałam iść do pracy. Jak co najmniej połowa pracującego społeczeństwa. No i poszłam. No i przeżyłam.
Kolację wigilijną, choć plan był inny zastąpiliśmy normalną kolacją. Może nieco bardziej wystawną, przy nieco ładniej zaaranżowanym niż na codzień stole, jednak normalną.
Łączenie tradycji  polskich i katalońskich to też nie lada wyzwanie. Tutaj się nie pości, tutaj nie ma prezentów pod choinką. Zrobiliśmy więc misz masz. Ja jadłam rybę, a oni mięso. Wilk syty i owca cała. Da się? Da się.
Prezenty 24 grudnia przynosi Tio, o którym pisałam tutaj. Tio przyniósł prezenty wczesnym wieczorem, przy  kawie i ciastkach. Pod choinka prezenty pojawiły się po kolacji. Jakoś udało nam się to pogodzić. By Mikołaj mógł wskoczyć z prezentami przez komin, którego nie mamy poszłam z Miniczłowiekiem wyglądać pierwszej gwiazdki.
Następny  dzień to dzień wizyt, proszonych obiadków itp. Mnie ze względu na Rokiego, którego, jak się okazało mogłam już odebrać ze szpitala, całe proszone szaleństwo ominęło. Siedziałam sobie z piesełem pod kocykiem oglądając świąteczną ramówkę w tv. Bardzo miłe lenistwo i ogrom radości z odzyskania reksia.
Wczoraj lenistwo osiągnęło szczyt. Cały dzień sofing i zabawa z Miniczłowiekiem. W dresach!!! Oba moje chłopaki mieli niedzielę pod krawatem i na jakiekolwiek propozycje świątecznego ubrania zareagowali zdezydowanym sprzeciwem. To się dostosowałam :)
A propos duplo z batmanem jest suuper :D strzelałam  z batmobilu w kaktusa (tata się nie ogolił) i ubaw mieliśmy z Młodym po pachy.
Po raz kolejny będę piać peany nad zabawkami z Janoda. Puzzle są przepiękne i świetnej jakości.
No i tak sobie siedzieliśmy, czilałt na maxa. Trochę może brzydko, bo nie wydzwaniałam nigdzie z życzeniami, nie smsowałam czy whatsappowałam. Odpoczywałam i cieszyłam się rodziną. 
Miały być smutne święta, bo nie udała się wycieczka do Polski, bilety szlag trafił a rokiego potrącił samochód. Ale nie były. Mogę nawet powiedzieć, że te święta to jedne z najbardziej udanych w mojej dotychczasowej karierze. 
Tego mi właśnie było trzeba. Odpocząć. Pomieszkać. Posiedzieć i porobić nic.